Jesteś tutaj

Perskie oko

Tekst powitalny. Coś w rodzaju "powitalnej" paczki dostarczanej przez akwizytorów z subskrypcjami „prezentów”, których nigdy nie zamawialiśmy. Tego tekstu też nikt nie zamawiał. Sam się wprasza i zaprasza. Bez konsekwencji, bez obaw, bez abonamentu.

O czym będzie? O Persach i ich wszędobylskiej kulturze: Dariuszu, Kserksesie i Bogdanie, perskim kocie, oku, dywanie i kozie, Sarmatach, szachach, szachinszachach i trik-traku, balkonach, bazarach i kioskach, taftach, tulipanach, magach i mumiach, a także o różnych ciekawych perspirowanych personach i ich perswazyjnych personifikacjach.

Początkowo miał nosić tytuł Pers – kot to czy dywan?

Kanadyjki pływające (lub dopasowane), finki ostro tnące, amerykanki rozkładane, baskijki zalotne, włoszki mokre, węgierki suszone, holenderki mleczne, hiszpanki jako i france (zaraźliwe) – jak to kobiety, zmienne lecz przewidywalne. Pers zaś, podobnie jak pełnokrwisty Arab czy Anglik, to facet. Z paroma wszakże wyjątkami.

A zatem Pers to kot, kot perski. Niezbyt przystojny, za to jedwabiście snobistyczny i tak naprawdę chyba angorski (ankarski). Do VII w. n.e., tj. do najazdu Arabów na Iran, uważany za zwierzę demoniczne, nieczyste, należące do bandy tworów Arymana . Tak czy owak, za skrzywdzenie ormuzdowego, dobrego psa, trzeba było odkupić grzech ów biorąc odwet na kilku kotach (względnie wężach, jaszczurkach, mrówkach czy nietoperzach). Skąd więc ta atencja do kota, którego jednak nie udało się wytępić pobożnym wyznawcom Ormuzda i Zaratusztry? Po podboju Persji przez synów Allaha, którzy szczególnie koty sobie ulubili, zwierz ten zajął miejsce psa na pudle. Pudle zresztą nigdy w Persji nie występowały. W każdym razie Herodot o tym nie wspomina.

Pers to także dywan. I tu sprawa się komplikuje, bowiem dywan w języku perskim to rada, zgromadzenie, zbiór, także zbiór wierszy (przepraszam: kasyd, rubajatów i gazali). Dywan perskiego poety Hafeza nie ściele się więc na podłodze, ale stoi na półce. Czasami się z niego wróży. Skąd więc ta konfuzja? Dywanem w muzułmańskiej Persji, a następnie Turcji zwano więc wszelkie rejestry, kancelarie, rady przyboczne i doradcze władców bądź dygnitarzy, a także namiastki rządu lub sejmu, a także wielkie podium pokryte kosztownymi kobiercami, na którym zasiadali „po turecku” członkowie wielkiej rady. Z Persji słowo zawędrowało do Turcji, a stąd do Polski. Polski wyraz „dywan” na oznaczenie kobierca pochodzi od nazwy kobierców „dywanowych” – szczególnie pięknych i kosztownych, jakimi ozdabiano komnaty kancelarii sułtańskiej w Stambule. Od wyrazu tego pochodzi pol. dywan ‘kobierzec’, którym początkowo oznaczano u nas duże i kosztowne kobierce „dywanowe” tj. rozściełane w komnatach dywanu tureckich sułtanów lub wielkich wezyrów.

Drzewiej mieliśmy też persjarnie – manufaktury pasów polskich tkanych w XVIII w. na wzór perski (turecki też), perskie kobierce zwane „polskimi”, perską pszenicę (Triticum persicum), perski bez oraz perski proszek (Pyrethrum), inaczej złocień kaukaski, stosowany jako preparat owadomorderczy.

Ta inwazja persizmów dotknęła też inne nacje i języki europejskie. Francuzi mają wszak kolor persicus – blady, siny, niebieskawy – jako synonim do hiacyntowego (per analogiam: fiołek > fiołkowy, róża > różowy), prawdopodobnie dzięki kolorowi tkanin importowanych z Persji. W XVIII w. przywieźli sobie też (podpatrzyli?) persienne pewien typ żaluzji (jalousie z tym słowem zawsze mieli kłopot, vide Alain Robbe Grillet).

Z kolei Niemcy noszą na grzbiecie Persianery czyli normalne karakuły, Anglicy owijają szyje jedwabnymi Persianami farbowanymi na żółto dzięki Persian berries.

I na koniec kobieta: Prunus persica, Persica vulgaris (wulgarna!). Śliczna, rumiana brzoskwinia, zwana przez Rzymian persicum malum, czyli perskim jabłkiem (persica arbor – Pliniusz). Owo łacińskie słowo, w wersji wulgarnej pessca odzidziczyli Francuzi jako peche (XIII w.), Włosi jako pesca, Portugalczycy pessego, Baskowie mertxika. Ze starofrancuskiego wzięli je Anglicy peche > peach, a potem już rozbrzoskwiniło się ono po całej Europie: niemieckie Pfirsch (z Pfersich), rosyjskie persik, bułgarski: praskova, holenderski: perzik, duński: fersken, szwedzki: persika, fiński persikka, estoński: persik, virsik, albański: pjeshke, czeski: broskev, serbski: breskva i polska brzoskwinia, dawniej brzoskiew, brzeskinia (osobiście bardzo żałuję, że rozwój fonetyczny nie pozwolił na Perskinię udźwięczniając nagłos absolutnie i bezwzględnie). Z tej persko-brzoskwiniowej mozaiki językowej wyłaczyli się jedynie Hiszpanie, którzy nazywają owoc ów melocoton (sic! i fuj) oraz Grecy – rodakino. I pewnie do dziś mają absmak z tego powodu.

Perskie oko zaś wcale nie jest perskie, bo nie wszystko perskie co się świeci, miauczy i mruga. Ale o tym następnym razem.

Stary Grek Herodot z Halikarnasu (obecnie tureckie Bodrum), z przyczyn oczywistych, nie mógł być dla Persów przychylnym. Na kartach swoich „Dziejów” częstokroć wytykał im, co się tylko dało. Szczególnie zaś zwracał uwagę na te zachowania, które według jego helleńskiego smaku były oczywistymi wadami. A np. to, że Persowie po nadmiernym spożyciu wina, przestrzegają by w obecności drugiego nie... Czytaj całość 
Nazywano je różnie: angorskimi, angielskimi, francuskimi, chińskimi i rosyjskimi. Długowłose, jedwabiste, gruboogoniaste. Koci badacze ponoć umieszczają początek tej rasy w epoce wypraw krzyżowych, zgodnie uznając ją za jedną z najstarszych kocich ras. Ojczyzną ich jest Persja lub Turcja. Pierwsze europejskie zapiski o kotach perskich pochodzą z XVI wieku. Do Italii z Persji przywiózł je włoski... Czytaj całość