Jesteś tutaj

Dracena

Szukam adresu chłopa z Pruszkowa, u którego moja Babcia zostawiła dracenę na przechowanie - i odebrała ją po wojnie. Piąta generacja tej draceny wciąż stoi; młodsze generacje ludzkie mają młodsze odnóżki; to rodzinny talizman.

Gdy w Powstanie "krowa" walnęła w kamienicę, to Babcia zapomniała, ze jest przygotowana do ewakuacji.
W nerwach złapała:
1. nastoletnią córkę,
2. platerowaną cukiernicę z łyżeczką (posagowa mojej praprababki),
3. pakiecik z ozdóbkami choinkowymi z lat 80-tych XIX wieku (w środku było też zdjęcie mojego przodka w pikielhaubie z Krzyżem Żelaznym V klasy - pod choinką ozdobioną owymi pająkami ze słomki, rzeczony Krzyż Żelazny, książeczka do odznaczenia, zdobytego w czasie wojny francusko-pruskiej oraz metryki, z których wynikało, że to nasz przodek) - ten zestaw już raz uratował życie mojego Ojca;
oraz
4 ...doniczkę z draceną....
No i pobiegła do piwnicy.

Przeszły przez Zieleniak. Oprócz życia ocaliły cały ten majątek: cukierniczkę i ozdóbki (mam je do dzisiaj, cukiernica służy na okrągło, ozdóbki są muzealne więc tylko je oglądam raz na kilka lat, sprawdzając czy się nie rozsypały),  dokumenty (ma je Ciocia; zdjęcie przodka w pruskim mundurze wisi na ścianie) - no i dracenę.
Zostawiły kwiatek, przechodząc koło jakiegoś gospodarstwa - z ciekawości zajrzały tam w 1946 r., gdy jechały w jakichś sprawach: chciały podziękować za chleb - za wsparcie w trudnej godzinie. A chłopina im z dumą oddał dracenę - i nie chciał nawet grosika za to wszystko....

Ciekawe, gdzie to było - jak ta rodzina się nazywała - i co u niej dzisiaj słychać. Ciekawe, gdzie się też podziała solidarność ludzka i społeczna, która przebijała z całej tej historii.