Jesteś tutaj

Tranzystor na wyborczą nutę

Ostatnio znajoma z Fujzbuka powiesiła plakat wyborczy pani Krystyny Zielińskiej z SLD, na którym domalowano takie rzęsy, iż bohaterka wyglądała na upadłą burdelmamę -

oto ten link:

https://www.facebook.com/Nimfabo/photos/a.353696588056480.86238.35365728...

... i pod spodem wywiązała się rozmowa.

Gdy ktoś zapytał o płeć kandydatki - zadziwiony: "czy to kobieta?" odpisałam, cytuję: "to tranzystor nie kobieta czyli Anna Grodzka lokalna:-)"

Skomentowała to pani Bianka Abratowska-trojanowska, cytuję "Pani Iwona L. Konieczna - gratuluję tolerancji wobec "innych" (A. Grodzka)"

A dziękuję, dziękuję za gratulacje - to miło, że pani o tym pomyślała. Zwrotnie pani gratuluję wiedzy o samorządzie lokalnym oraz idei, że zachowania seksualne kandydata są ważniejsze od jego przygotowania do funkcji radnego.

O co chodzi? Słowo "tranzystor" nie jest obelżywe. Powstało na identycznej zasadzie słowotwórczej co słowo "heteryk", które zapewne jest neutralne. Kwestionować płeć pani Zielińskiej też mogę - bo zrobiła to ona sama - i nikt nie wie, na czele z panią Zielińską oraz jej lekarzami, czy jej aktualna samoświadomość w sprawie jest ostateczna: są przypadki transseksualistów, którzy po konwersji zaczęli dążyć do przywrócenia pierwotnej płci.

Gdzie tu nietolerancja? To grubsze nieporozumienie. Nie dam sobie domalować brody. Jestem osobą prywatną - nigdzie nie aspiruję - i nie dałam powodu, żeby kwestionować mój charakter, usposobienie czy kwalifikacje do bycia tu, gdzie jestem.

To manipulacja, pani Bianko. Pani pomieszala prawo do obrony własnego uzasadnionego interesu - prawo wyborcy - z nietolerancją. Jestem asertywna, i tyle - a asertywność to jedna ze współczesnych - nowoczesnych - cnót.

Gdzie w tej sprawie zaczyna się ląd, a kończy ziemia?

Poznałam w życiu trzy osoby transseksualne. Jeden pracował w mojej redakcji, jedna napisała książkę, którą opracowywałam, jedna mieszkała po przeciwnej stronie ulicy, znałam ją od pieluch.

Każda z tych osób dokonała zmiany płci - i każda miała mnóstwo problemów ze sobą - nerwic, prób samobójczych, okresów nadmiernego picia i nawet zażywania substancji psychoaktywnych, problemów z rodziną, długów itepe, itede. Każda też miała przedziwne towarzystwo, nieraz półkryminalne - nie tyle barwne, ile szemrane.

Rozumiem przyczyny, ale obiektywnie rzecz biorąc byli to ludzie porąbani i niezrównoważeni - niestabilni - podlegający masywnym wewnętrznym konfliktom, żyjący na społecznej krawędzi. No to jest nieszczęście, urodzić się w cudzej skórze, jest...  Nie kwestionuję i współczuję.

Ale czy mogę sobie życzyć, aby mnie we władzach gminy - oraz w parlamencie - reprezentował ktoś zrównoważony? - bez kartoteki psychiatrycznej za to z doświadczeniem w zarządzaniu? - lub chociaż pracy społecznej?

Mogę wybierać kogoś, kto jest podobny do mnie? - kogoś, kto budzi moje zaufanie - zamiast osób, których rozpoznanie można kwestionować? - i które (wysokie prawdopodobieństwo) mają za kołnierzem niebezpieczne lub wstydliwe tajemnice, więc są łatwe do zaszantażowania, podatne na perswazję, presję i korupcję?

Mogę sobie życzyć, żeby rada mojej gminy pracowała efektywnie, zamiast urządzać turnieje barwnych osobowości - oraz zajmować się pierdołami?

Nie mam nic przeciwko pani Zielińskiej tak ogólnie - dopóki jest zwykłą obywatelką - to jej broszka, co ma w głowie i na sobie, z kim się koleguje. Nie płacę za nią rachunków, więc nie stawiam żadnych warunków.

Ale nie życzę sobie - ale wypraszam sobie osoby transseksualne przy władzy. Guzika atomowego, mówiąc krótko, takiej osobie byłabym nie powierzyła - ani swojego psa - a to jest mój prywatny test wyborczy: to pytanie zadaję sobie wobec zwykłego ciecia, wobec każdego: czy powierzyłabym temu komuś swojego psa?

Mnie kwalifikacje pani Zielińskiej - nie przekonują, i nie będzie miała u mnie taryfy ulgowej ze względu na swoją transseksualność, bo mnie w ogóle sprawy seksualne polityków i innych osób NIE INTERESUJĄ.

Mam dość słuchania, że ten jest pedał, a tamten trans - i że to wszystko razem zacofane albo postępowe. To jakaś bzdura. Mnie to LATA albo zwisa kalafiorem, co kto robi w swoim łóżku (dopóki nie łamie prawa - no i dopóki mi o tym nie opowiada). Mnie to kradnie czas.

Aha, to nie ja zaczęłam seksualny wątek. To nie ja wywodzę, że transeksualiści - osoby nieszczęśliwe, z kłopotami w życiu - powinny leczyć swoje ego moim kosztem, jako moi reprezentanci - za diety wypłacane z moich podatków. Naturalnie dla mojego własnego dobra: żeby mnie uwrażliwić na potrzeby "innych".

Twierdzę, że gej i tranzystor może spokojnie życ po swojemu oraz działać społecznie, a także pracować na rzecz mniejszości jako lobbysta. 

Ale zajmować obieralne stanowisko może jedynie pod warunkiem że jest sprawnym administratorem, organizatorem albo/i dyplomatą - i pracuje na rzecz większości: większość nie ma problemow seksualnych - nie żyje tematami skupionymi wokół płci

Bo przepraszam za trywialnośc i wulgaryzm, rządzi się głową a nie piczką czy kutasem.