Jesteś tutaj

Na rogu Romansu i Zbiegu Okoliczności

Jako Bohaterka radzę sobie znacznie lepiej niż wtedy, gdy byłam zwykłym człowiekiem. Jako Bohaterka, a zarazem Scenarzystka - jestem kowalem wlasnego losu. Jak widać, dystans do samej siebie jest wskazany zawsze i wszędze.

 
  • Stękanie dużego flaminga
  • Talerzyk dla wędrowca
  • Na rogu Romansu i Zbiegu okoliczności
  • W szponach toksycznej miłości
  • Marzeniec – kocieniec – gziciel
 
 
W pobieralni
 
 
Pewnego ponurego razu jęłam rozważać, dlaczego cięta riposta zawsze przychodzi na schodach. Opadły mnie smętki po takiej scenie:
-  Nie mogę z tobą wytrzymać, nie mogę na ciebie patrzeć, nienawidzę tego, jak wkładasz szklankę do zmywarki, jak myjesz zęby i jak codziennie pytasz „gdzie położyłaś moje gacie?”, jakbyś miał setki półek na gacie w szafie, a nie jedną. Precz z moich oczu!
 
To był mój tekst.
Na co chłop odpowiedział mniej więcej tak (może nie tymi słowami, ale taki był sens wypowiedzi): - Ależ kochanie, jestem w połowie obiadu… Dostanę zgagi. Naprawdę nie możesz poczekać z tym zerwaniem, aż odbędę sjestę?!
 
Odpowiedziałam „nie mogę”. I to była odpowiedź zła: wplątała nas w kontynuację bezpłodnych zatargów o gacie. A przecież gdybym wyznała ze łzami, i jeszcze na kolanach, że zaprawiłam mu zupę strychniną, ale sumienie mnie ruszylo w ostatnim momencie - to największy flegmatyk sam byłby zaczął się pakować, aż furczy! - i bez trudu osiągnęłabym swój cel...
 
A gdybym dostawiła trzeci talerzyk i oświadczyła: „dobrze, smacznego, ale Józio zje dziś z nami”, od razu zmieniłby się temat kłótni. A gdybym… I co z tego?! Miałam los w swoich rękach – jednak dałam się ponieść nerwom, zamiast właściwie pokierować sprawami.
 
Nadal więc żyłam w czeskim filmie, nie wiedząc jak pisać własne scenariusze. Ale już zaczęło świtać, że gdyby ta odsłona zaszła na planie filmowym, to konflikty posuwałyby akcję. I tak, zdaje się, wykryłam, iż zwykłe życie ma struktury scenicznego dramatu… Wkrótce zaś przeczytałam podręcznik dla początkujących scenarzystów, który podejrzenie zamienił w pewnik. No i tak rozszerzył mi horyzonty, że zaczęłam z niego czerpać inspirację w sprawie - co dalej?!
 
Otóż, dowiedziałam się, iż ludzkość zna 64 wątki dramatyczne; ich sekwencja opisuje każdy ludzki los. Niektóre holują procesy takie jak np. Miłość, Romans, Małżeństwo, Macierzyństwo, Choroba, Podróż… Inne to błyski, odpowiedzialne za zwroty fabuły np. Wypadek, Odkrycie, Zbieg Okoliczności. Dramat zaś plecie się na skrzyżowaniach wątków… Czyli tam, gdzie np. w nici Romansu zaplączą się nitki Miłości. Albo tam, gdzie Zbieg Okoliczności zamienia Małżeństwo w nieprzyjemne Odkrycie. Och, z marszu skonstatowałam, że moje życie kroi się z identycznej materii co film! A zatem… Można – z pozycji scenarzysty - prześledzić dramaturgię swoich dziejów jako Bohaterki oraz przewidywać ich rozwój!
 
Potem poznałam schematy wątków. Dobre do diagnozy gatunku dramatu oraz oceny swego potencjału w roli Bohaterki. To ważne. Bo chociaż każda Bohaterka ma, w każdej chwili, teoretycznie, aż 64 drogi wyjścia z każdej sytuacji, to niektóre z rozwiązań są bardziej realne. Mnóstwo tu zależy od charakteru sztuki oraz osobowości Bohaterki…
 
Szybko określiłam, że moje życie to nowoczesny utwór heroikomiczny, z naroślami satyry, groteski i absurdu. I że mnie do twarzy będzie najpiękniej w scenariuszu na rogu Miłości oraz Zbiegu Okoliczności. (Miłość jest z natury jawna i słoneczna, Romans zaś pokątny, lepki, podstępny i zdradliwy – a ja do podchodów tak się nadaję, jak Michał Wiśniewski do walki w głębokiej konspiracji). Ale zaraz zaczęły się schody, gdyż podręcznik orzekł, że i tak decyduje wola scenarzysty. I zapytał, co myślę tu i teraz – na zimno – o tym, jak powinna zachować się moja Bohaterka w obliczu np. Romansu? Czy zakładam, że powinna od razu ulec, na gruzach rozpadającego się Małżeństwa? Albo się rozpić, żeby wszystko hurtem mieć głowy? Czy też, że lepsza jest dla niej Podróż do Miłości? A może powinna wdać się w Romans, lecz nie od razu, bo cudzołóstwo lepiej smakuje po głębokich moralnych wahaniach? Albo dlatego, że skromne wahania można drożej sprzedać w wątku Kariera?
 
Zaczęłam kombinować. Dotąd nie widziałam wyjścia, ale gdy zamieniłam się w Bohaterkę nagle zrobiło ich się siedem. Wyemigrować do Irlandii? Iść do łóżka z chętnym sąsiadem? Dać ogłoszenie towarzyskie? Uwieść szefa? Czy też złożyć pozew o rozwód i poczekać, co się samo stanie… Uznałam, że najprędzej na róg Miłości i Zbiegu Okoliczności zaprowadzi mnie ostatni pomysł…
 
Wyobraźnia scenarzysty zależy od jego usposobienia. Szkoła tragików traktuje Bohaterów jak marionetki przeznaczenia i wyznaje teorię „momentu zero”. Wtedy to – gdzieś - jakieś zdarzenie uruchamia efekt domina: i wszystko waży się w tej sekundzie, w której za kulisami upadł pierwszy kamień. Punkt zero odpowiadał więc za to, że poznałam przyszłego męża w pociągu – a los przeważył się np. poprzedniego wieczora, gdy pan wstał od butelki ze stwierdzeniem, że jeszcze jeden kieliszek, a zwali się pod stół i będzie spał do południa. Punkt zero sprawił, że przeżyliśmy olśnienie… zamiast zatchnąć się niechęcią, ponieważ zawaliłam przedział walizkami, a on śmierdział czosnkiem i promilem. Był nam z góry pisany tragiczny punkt zero, więc po esach floresach nad świecą, znów trafiliśmy w punkt zero.
 
Ta historia powinna wyjaśnić, dlaczego scenarzysta ambitny, dojrzały, zaawansowany, pesymista od razu kładzie Bohaterkę na torach. Bo on z tych 64 wątków zna tylko jeden: Śmierć - żelazny kres drogi człowieka. A po co szarpać się, walczyć, jeżeli finał znany?… Jednak ja – jako Bohaterka – nie pasuję do tragedii. Czniam fatum: liczę na Zbieg Okoliczności czyli chcę grać na ruletce losu! Mnie tam, za wyjątkiem Małżeństwa, nic nigdy nie zległo pokotem za kulisami, aby zdechnąć publicznie. (A nawet jak zległo, to dyskretnie, przyjemnie i bez komplikacji). Mój los to nie był, nie jest, zjazd ze skoczni, który musi się zakończyć udanym lotem albo kontuzją… Kulka ruletki zawsze ma na tarczy ponad 60 kombinacji! Zatem, np. nawet gdybym spóźniła się na pociąg, którym odjechał (niedoszły) mąż, zionąc czosnkiem – to poznałabym większego skunksa, czekając na inne połączenie. Albo obeszłabym się bez Małżeństwa np. zrobiła Karierę w PKP i zaczęła zarządzać rozkładami jazdy, aby wszystkie pociągi zaczęły się spóźniać, punkt zero zamienił w jedną godzinę oraz siedemnaście minut, a ludzie mniej elastyczni zyskali więcej szans na powodzenie w życiu…. Niż są zdolni objąć rozumem i wdzięcznością.
 
Optymistką jestem. A mój podręcznik - dla takiego scenarzysty, który ma za jedyną ambicję uratować Bohaterkę, bo na nią czeka tysiąc odcinków. Takiego początkującego, olśnionego bogactwem 64 szans w każdej sekundzie.
 
Takim właśnie scenarzystą się stałam i dlatego mam teraz piękne życie. Gdy przychodzi co do czego, i żelazny smok przeznaczenia już dudni, dudni… To się okazuje, że leżę na… bocznicy. Facet gotuje się więc do awantury o gacie, a mnie nie ma w domu – robię zakupy, pamiętając o jego ukochanych śmierdzących serkach. Nie ma na globie gaci, które wygrają z serkami, choćby identycznie śmierdziały.
 
W ogóle, robię co mogę, gdy nadchodzi kryzys. Szybko przeglądam możliwości i… Wysadzam tory kilometr wcześniej, napadam na pociąg, byle nie rozjechał Bohaterki. Np. mówię facetowi:
- Dobrze, kochanie, za chwilę omówimy gacie, ale najpierw zrobię ten przelew na Twoje konto…
 
Nie ma gaci, które wygrają z przelewem na czyjeś konto. - Jaki przelew?! – pyta Facet, marionetka w rączkach domowego fatum.
- Przysłali mi pieniądze, zapomniałam powiedzieć. I mam wrażenie, że jestem ci winna 200 złotych z tamte rachunki…
- 156 a nie 200 – warczy nieprzekupny Facet.
- Górką ci poślę, to potem będziesz sobie miał. Co się kłócić o parę groszy…
I już nad głową Faceta zawisają niewidoczne Gacie, o które też nie ma sensu się żreć.
 
Jak trzeba to porywam pociąg. Czemu nie? Porywacz przecież spieszy się na ślub córki do Milanówka – zaś na stacji docelowej nie ma przesiadki. Wtedy scena wygląda tak:
- (wrrrrrr) Chciałbym z tobą (wrrrr) porozmawiać o moich (hrrrr) gaciach.
- To świetnie się składa, znowu myślimy o jednym! Bo ja chciałam porozmawiać o wakacjach, a ty przecież nie masz już żadnej porządnej pary gaci. Nie możesz taki oberwany jechać do pensjonatu pani Jadzi. Ubieraj się, jedziemy do sklepu!
 
Wyjść są miliony.
Scenarzysta może wywołać strajk generalny na kolei, spuścić z nieba dziesięć metrów śniegu lub meteoryt. W ostateczności może działać na chama. Wpędzić na tory stadko czołgów, które zabłądziły na poligonie:
- Nie zakładaj dzisiaj gaci… Uwielbiam, gdy jesteś nagi pod spodem – i tylko ja o tym wiem…
 
Albo zatrzymać pociąg, bo maszynista zaczyna rodzić bliźnięta:
- Gdzie moje gacie?!
- Nie wiem. Chyba okres mi się spóźnia.
Cokolwiek zajdzie, Bohaterka ma czas otrzeźwieć, spełznąć z szyn i wymamrotać: „No kurczę, ale mnie porąbało!… Nie, wcale mnie nie porąbało, choć porąbać mogło. Właśnie uniknęłam porąbania do kwadratu, a nawet zmądrzałam. Życie piękne jest, a miłość (do siebie) zawsze zwycięża!”
 
Jeżeli i Tobie marzy się róg Miłości oraz Zbiegu Okoliczności to radzę, kup podręcznik podstaw scenariuszopisania. No i schudnij… Gdyż możliwość przeważenia wątków na swą korzyść jest odwrotnie proporcjonalna do gabarytów Bohaterki. Biedna ma jakie-takie szanse na torach – ale gruba: nie. Żadnych. To jedyna zasada dramatyczna, odkryta w Brazylii. Ale za to prawdziwsza niż niektóre z tych 64 klasycznych możliwości.